piątek, 11 kwietnia 2014

Marzenia

  Czy jeden człowiek zdoła stawić czoło przyszłości ? Czy się nie podda ? Czy nie straci wiary? - Te pytania ciągle krążyły w głowie Dany Scully. Była ona niezwykle piękną i uroczą kobietą o rudych włosach opadających do ramion i oczach koloru szafirowego . Cerę miała akurat pod kolor jej białej koszuli, którą zwykle zakładała na czarną, prostą marynarkę. Co prawda w takim stroju chodziła tylko do pracy. W domu była zwykłą szarą myszką ciągle opatulaną szlafrokiem . Chociaż z czasem musiała oduczyć się nawyku chodzenia w nim, gdyż miała coraz więcej pracy w biurze, która pochłaniała jej cały wolny czas. Dlatego też dzisiaj po powrocie do mieszkania została w tym co miała na sobie rano, czyli we wcześniej już wspomnianej białej koszuli, czarnej marynarce, czarnych spodniach i butach oczywiście również czarnych na dosyć wielkim obcasie.
  Włożyła klucz do zamku, przekręciła mosiężną, złotą, a raczej złotopodobną klamkę. Otworzyła drzwi do jej "czterech ścian - mieszkania numer 35. Na wprost była kuchnia, na lewo sypialnia i łazienka, a obok jadalni znajdował się salon. Dana weszła w głąb, położyła klucze na stole i zajrzała do lodówki, wyciągnęła zwykłą, niegazowaną wodę mineralną. Zaczerpnęła  dwa, może trzy łyki, po czym zakręcając odłożyła na swoje miejsce. Spojrzała na zegarek - była 16.30. Wcześnie -pomyślała. Odgarnęła kosmyk  włosów, który niezdarne opadł jej na czoło. Usiadła na kanapie. Nie wiedziała co robić, a więc postanowiła wziąć kąpiel.
  Kąpiel była bardzo przyjemna. Gorąca woda sprawiała, że Scully wreszcie mogła się zrelaksować po ciężkim dniu w biurze. Piana, którą stworzyły dolane przez nią do wody płyny sprawiły,że w łazience  unosił się zapach truskawki wraz z nutą jagody. Wreszcie w tym ciągłym biegu miała czas, aby wszystko sobie poukładać, przemyśleć. Zanurzyła się głębiej  w wannie, tak, aby prawie całe  jej nagie ciało pokrywała warstwa białych bąbelków.
  Umyła swoje włosy, wyszła z wanny. Wytarła się ręcznikiem do sucha. Włosy ułożyła jak zwykle, czyli  proste, długie pasma z grzywką na prawo. Założyła na siebie ręcznik, aby nie'' paradować'' nago. Jeszcze nie całkiem sucha usiadła na swojej starej, ukochanej kanapie, która służy jej posłusznie od prawie pięciu lat mieszkania tu.
  Po dokładnym oporządzeniu siebie, przebrała się w piżamę i mimo godziny osiemnastej wskoczyła do łóżka pod ciepłą pościel, która ogrzewała jej zimnie stopy, ale także pozwalała się skryć przed wszelkim złem i przeciwnościami, które ją spotkały. Przykryła się, aż po same oczy chcąc uzyskać ciepło podobne do tego, gdy czuje się obok siebie  bijące serce ukochanej osoby. Nie pomogło. Mimo tego, że było jej ciepło i błogo, nadal odczuwała chłód. Ten w sercu. Ten cholerny chłód, który z powoli zaczyna zamieniać się w ból psychiczny. Usiadła na łóżku, otworzyła szafkę nocną, w której trzymała tabletki na sen.Wzięła kilka i wróciła do poprzedniej pozycji. Zasnęła momentalnie ...
   Gdzie ja jestem? Co to za miejsce? - zastanawiała się Scully . Była na łące. Ach, jaka ona była piękna. Na środku przecinała ją rzeka, niewielka, ale dosyć głęboka i rwąca ... Wokół niej na obu jej brzegach rozciągała się plaża. Dalej było widać niewielkie wzniesienia i pagórki...
  Znajdowały się tu przeróżne rodzaje kwiatów, tak kuszących swoją wonią, ale jednocześnie miały w sobie coś magicznego. Miały w sobie siłę ...  Siłę przebicia, pokonania ciemności. Na łące rosło przecież ich sporo, a każdy miał siłę i odwagę, aby wzbić się w górę i urosnąć ... I trwać ... Scully zaczęła ostrożnie obserwować łąkę. Po lewej stronie ciągnął się wielki i kolorowy sad. Wyglądał przepięknie. Burza kolorów i zapachów, przyciągała tam najróżniejsze stworzenia: od pszczół, po małe gryzonie. Dana już chciała spojrzeć na prawo, gdy ich ujrzała... Po drugiej stronie była Emily, jej ukochana córeczka, która odeszła. Tak szybko odeszła... i jej ojciec. Jak oni mogli jej nie zauważyć? Zaczęła krzyczeć. Żadnej reakcji z ich strony. Zupełnie jakby była duchem ... No właśnie ... Była duchem, istotą, która błąkała się bez celu, straciła wszystko... Po drugiej stronie było szczęście, spokój. Tak blisko, a jednocześnie tak daleko...
   Czuła ,że ktoś nią potrząsa . Nie reagowała . Chciała się pożegnać chociaż ten ostatni raz. Z ojcem i córeczką. Jednak chyba nie było jej to dane...
-Obudź się ,Scully - usłyszała dobrze znany jej głos. To był Mulder, który najwyraźniej postanowił ją odwiedzić.
-Scully - prawie krzyczał - wstawaj , proszę - jego głos przerodził się ,w coś na kształt błagania, rozpaczy. Dana, w końcu otworzyła oczy i popatrzyła na niego. Miał na sobie tylko luźny, szary podkoszulek i klasyczne jeansy. Jego fryzura była taka sama. Nic się nie zmieniło. Te same, uwodzące zielone, pełne blasku oczy, do których zdążyła już się przyzwyczaić po pięciu latach ich wspólnej współpracy. Ten sam uśmiech  szczeniaka, który Scully kochała nad życie, ten sam wyraz twarzy - martwiący się o nią. Scully przeciągła się,po czym powiedziała:
- Mulder? Co ty tu robisz?
-Jak to co? - w jego głosie było słychać przerażenie - nie odbierałaś  telefonów ode mnie. Dzwoniłem chyba ze sto razy. Myślałem, że coś się stało ... - powiedział z troską, która sprawiała, że Dana odczuwała to ciepło, którego jej tak brakuje.
-A czy coś mi jest? - zadrwiła. - wszystko jest w jak najlepszym porządku. - odpowiedziała ze sztucznym uśmiechem. Wiedziała, że on i tak domyślił się, że ten uśmiech jest sztuczny - Mulder - zaczęła - Ja nie mam dwóch lat, żebyś musiał mnie kontrolować na każdym kroku. Mam własne życie, swoje sprawy. A teraz po prostu przysnęło mi się. Zdarza się - z jej twarzy można było wyczytać kłamstwo. Chociaż osoba, która jej nie znała mogła twierdzić, że mówi prawdę, lecz nie Mulder... Znał ją zbyt dobrze...
  Fox, popatrzył się na nią swoim jak to kiedyś ujął "zabójczym spojrzeniem '' i powiedział: Scully. Proszę nie okłamuj mnie. Widzę ,że coś się stało. Mnie nie oszukasz. Z resztą ile razy chcesz mnie nabierać na to  twoje kłamstewko? Ile?  - jego twarz zbladła. Widać było, że bardzo się o nią martwi.
Scully usiadła na łóżku, przeciągnęła się. Chciała sprawiać pozory, że wszytko jest  w porządku. - Mulder , powiedziała nadal kontynuując wykonywaną wcześniej czynność- zakończmy to. Nie ma o czym mówić. Wstała, ziewnęła po czym narzuciła na siebie szlafrok, który idealnie współgrał z jej oczyma. Zawiązała w pasie. Udała się do kuchni mówiąc: Chcesz kawy? Czy może herbaty?
- Nie, dziękuję . Scully - wstał i udał się razem z nią do kuchni. - Scully, proszę. Powiedz mi co się stało . Nie zamykaj się w sobie.Tak, jak po uprowadzeniu. Błagam Cię, zostań przy mnie. Nie odchodź ... Nie pogłębiaj tej rany, którą nosisz w sercu ...
Scully popatrzyła się błagalnie na swojego partnera. Westchnęła ciężko i zaczęła swoją opowieść:
- Mulder, wiesz, że ciężko mi się pogodzić z jej śmiercią. Była jedynym dzieckiem, które mogłam mieć. Ta szansa, a raczej cud już nigdy się nie powtórzy - zaczęła drżeć - kochałam ją, najbardziej na świecie. Była moją malutką córeczką, osobą, dla której chciało mi się żyć. Nie mam już nikogo, moja matka nawet mnie unika. Mój brat tuż po jej śmierci wspomniał, iż dobrze, że umarła, ponieważ nie byłabym dobrą matką. Wiesz jak zraniły mnie jego słowa? Nie chcę już o tym mówić, proszę. Spojrzała na niego błagalnie.
-Wiem, Scully, wszystko wiem - podszedł do niej i objął ją. Dana poczuła się bezpiecznie. Wiedziała, że Mulder to jej przyjaciel, ale czy ktoś więcej? Natomiast Mulder po stracie Emily czuł pustkę. Mimo tego, że nie była jego dzieckiem to bardzo ją polubił. Emanowała od siebie światłem.  Światłem, które dawało nadzieję na lepsze jutro, na początek. Lecz jej nagła i niewyjaśniona śmierć. Pojawiła się tak nagle i równie szybko zniknęła. Zostawiając tą pustkę w sercu. Na zawsze... Przed oczyma przebiegały mu wszystkie wspomnienia związane z tą dziewczynką. Jej piękne oczy, jej uśmiech na widok " Pana Ziemniaczanej Głowy'', strach, gdy Emily umierała na szpitalnym łóżku. Pozostaną mu też wspomnienia radosne, ciepłe.  Scully z Emily na rękach. Ten widok, aż łapał za serce, Mulder wiedział, że zostanie z nim do końca życia...
   Jednak, gdy przegrała walkę, Fox poczuł ból. Ból, taki, jaki czuje ojciec po stracie dziecka. Nigdy nie widział się w roli ojca, ale byłby w stanie zrobić wszystko, żeby chociaż spędzić  jeszcze jeden dzień z nią.  Tak bardzo tego pragnął. Mulder przez te wszystkie lata wmówił sobie, że nie potrzebuje niczyjej opieki. Wiedział też, że Scully byłaby idealną matką  i żoną nigdy nie zaniedbującą swojego dziecka i męża. Zawsze widział Danę jako matkę, ale po raz pierwszy zobaczył siebie jako ojca, lecz ona odeszła na zawsze, nigdy już nie wróci. Ci ludzie zabijając Emily, zabili również marzenia Scully i Muldera. Zabili marzenia obojga rodziców...






Witam wszystkich po mojej długiej nieobecności, z góry za nią przepraszam, ale brak czasu robi swoje.To takie zwykłe opowiadanie, a raczej fanfiction. Długo powstawało, ale nareszcie udało się. Nie przedłużając zapraszam do czytania i komentowania, pozdrawiam ~Mulder.

6 komentarzy:

  1. I Ty śmiesz mówić, że ja piszę lepiej od Ciebie?! To jest przecudne, popłakałam się!!! Masz napisać drugą część!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, śmiem twierdzić, iż ty piszesz lepiej ode mnie. Nie mówię tak z "przyjacielskiej" życzliwości, ale całkiem szczerze i jestem przy tym w pełni świadoma swojej wypowiedzi. A poza tym napisałam tylko jedno opowiadanie, a ty sześć. Tak, czytałaś moje "wypociny" jeszcze nieopublikowane, ale przyznaj, że nie były tak dobre jak Twoje...~Mulder

      Usuń
  2. "Zabili marzenia obojga rodziców... "
    Podobne zdanie już kiedyś czytałam, ale jest w nim tyle smutku, a zarazem tyle piękna, że za samo to zdanie jest ogromny + !
    Hmm.. nie wiem co napisać. Podobało mi się i takie trochę tajemnicze na początku. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję ;P
      Następny postaram się dodać w piątek :).

      Usuń
  3. Hej tutaj też czekam na opko xd

    OdpowiedzUsuń