poniedziałek, 31 marca 2014

Nocna wędrówka cz.3

          Nocna wędrówka
-Mulder to jest okropne.-Powiedziała szukając jego ręki.-Chodźmy stąd.-Szepnęła.
Objął ją ramieniem i przytulił.
-Zaczekaj tutaj jeśli chcesz.
-Mulder nie uważasz,że już dużo zobaczyliśmy?Wracajmy błagam cię!
-Scully ja muszę to sprawdzić.-Powiedział patrząc jej w oczy.-Muszę.Tam jest jaśniej,chodź.
Wiedziała,że sprawa jest przegrana.Może tu zostać i czekać lub iść z nim.
-Dobrze.-Odparła.
Uśmiechnął się lekko i pocałował ją w czoło.
-Dziękuję.
Ruszyli ramię w ramię.Korytarz stopniowo się powiększał,aż w końcu znaleźli się u wlotu dużej jaskini.Było w niej jaśniej niż w tunelu.Rozejrzeli się za źródłem światła ale niczego nie dostrzegli.
-Co to znaczy?Skąd to światło?-Zapytała.
-Spójrz.-Wskazał na ściany.Były pokryte malowidłami lecz teraz już nie dzikich zwierząt lecz jakiś dziwacznych postaci.Nie były też już prymitywne.Całe ściany były pokryte malowidłami tworzącymi wielobarwną mozaikę.
-Komu się chciało to malować?-Zapytała Dana.
Mulder podszedł do ściany i przyjrzał się jednemu z malowideł.Dziwacznej twarzy o kształcie odwróconej gruszki z wielkimi czarnymi oczami bez źrenic,dwoma szparkami zamiast nosa i cienkiej kresce ust.
-Co to jest?-Zapytała Scully dalej tkwiąc w miejscu.
-Sama zobacz.-Podeszła do niego i również przyjrzała się dziwnej twarzy.-Co ci to przypomina?
-Twarz tylko trochę zniekształconą.-Odparła z przekonaniem.
-Twarz człowieka?-Zapytał dociekliwie i spojrzał jej w oczy.
-Oczywiście że człowieka Fox a niby czyją?!-Zapytała chociaż przeczuwała że zna odpowiedź.
-No a te oczy?Przecież ludzie nie mają oczu w kształcie migdałów.-Już chciała na to odpowiedzieć ale ją uprzedził.-To znaczy mają ale nie tak duże i nie bez źrenic.
Westchnęła i pokręciła głową.Wiedziała do czego zmierza.
-Mulder znów zaczynasz!Czy ty nie rozumiesz tego,że jakieś dzieciaki przyszły i pomalowały te ściany.Po prostu im się nudziło!!!-Wykrzyknęła patrząc mu w oczy.
-Tak a kościotrupy przynieśli dla scenerii.Na pewno im się nudziło i postanowili wykopać kilku sąsiadów z ich grobów  i przyjść tutaj pokazać im tę piękną jaskinie!-Powiedział kpiąco.
No tak szkielety,zapomniała o nich.Odwróciła się do niego plecami i zakryła twarz dłońmi.Odetchnęła kilka razy.
-Może i masz racje...-Zaczęła odwracając się do niego.Tylko,że Muldera tam nie było.-Mulder!!!
Zaczęła wodzić wzrokiem po jaskini i zobaczyła go w połowie.Zmierzał do przeciwległej ściany w której widniał otwór o około dwóch metrach.
Ruszyła w jego kierunku.Dogoniła go kilka metrów od wejścia do drugiej  jaskini i złapała go za ramię.
-Fox może i masz rację...z tymi szkieletami.A jeśli to po prostu dzikie zwierzęta no to się zdarza...
-Scullly!-Przerwał jej ostro.-Powiedz mi jakim cudem wszystkie szkielety znalazły się w jednym miejscu...nie w tej akurat jaskini.
-Mulder...
-Czekaj nie skończyłem.To był mój pierwszy argument.Po drugie:czy kiedy tu szliśmy zobaczyłaś jakiekolwiek zwierzę?
-To chyba dobrze,że nie spotkaliśmy na swojej drodze żadnej krwiożerczej bestii?Prawda?-Spytała retorycznie.
-Nie.Scully źle mnie zrozumiałaś.Zapytałem czy jak tu szliśmy to zobaczyłaś JAKIEKOLWIEK zwierzę?
Nic na to nie odpowiedziała.Nie wiedziała co mogła by  odpowiedzieć.
-Właśnie.Nie widzieliśmy nawet wiewiórki czy jakiegoś ptaka.
Ponownie ruszył do otworu a pokonana Scully za nim.
Weszli do ogromnej jaskini.Nie było tu malowideł tylko ogromny krater.Była tak wysoka że nie było widać sklepienia.
-To jest idealnie okrągłe...-szepnął Mulder jak by sam do siebie.
Podeszli bliżej krateru.
-Mam nadzieję,że nie masz zamiary tam schodzić?-Zapytała spoglądając na niego.
-Nie dali byś my rady.Krater jest tak głęboki że latarki nie sięgają dna.-Odpowiedział.
-No wiesz wolałam się upewnić.Nie wiem  czego się mogę po tobie spodziewać.
-Dalej uważasz,że jakimś dzieciakom się nudziło?-Zapytał.
-Nie.A ty myślisz,że kto to zrobił.
-Nie kto a co.-Szepnął.
-Co?Mulder nie sądzisz chyba że to kosmici?!-Powiedziała z kpiną w głosie.
-Mówiąc szczerze to...tak uważam,że to kosmici a ściślej rzecz ujmując to statek kosmiczny.
-Statek kosmiczny?!Mulder o czym ty mówisz?!
-Statek kosmiczny to taki spodek no wiesz lata i...
-Wiem co to statek kosmiczny!!!
-Dobra możemy wracać-Oznajmił obracając się i ruszając w stronę wyjścia.
Stała jeszcze chwilę nie wierząc w to co usłyszała.Kiedy się obróciła Mulder zdążył już przejść przez otwór i szedł w stronę tunelu.Biegiem ruszyła za nim.
-Mulder coś ty powiedział?-Zapytała z niedowierzaniem.
-Że możemy wracać.-Odparł krótko.
-No ale...
Nie wiedziała co powiedzieć.
W milczeniu.Wyszli z jaskini i wrócili do samochodu.Nie odzywali się przez całą drogę.
Zawiózł ją do domu.
-Dobranoc Dano.
-Pa Fox.-Odpowiedziała i wyszła z samochodu.
Weszła do cichego pogrążonego w mroku mieszkania i poszła napuścić wody do wanny.Mulder nigdy tak dziwnie się nie zachowywał.Tak po prostu stamtąd wyszedł.Pokręciła głową nie miała zamiary więcej o tym rozmyślać.Wykąpała się i usiadła na kanapie przed telewizorem.Tak na prawdę w ogóle go nie oglądała.Siedziała tak półtorej godziny kiedy nagle usłyszał energiczne pukanie do drzwi.Wzięła pistolet i podeszła do drzwi.Uchyliła je lekko i zobaczyła swojego partnera.
-Fox co ty tu robisz o tej godzinie?-Zapytała zdezorientowana.
-Nie spałaś.-Stwierdził ignorując jej pytanie.-Ubieraj się jedziemy.
-Co Mulder zwariowałeś!!!Jest piąta trzydzieści rano!!!
-Scully błagam nie zadawaj pytań tylko ubieraj się.
Wyczuła błaganie w jego głosie więc postanowiła mu ustąpić.
-Dobrze poczekaj chwilę.
Zamknęła drzwi zostawiając go na korytarzu.Niech uświadomi sobie jej niezadowolenie.
Po kilku minutach wchodzili już do samochodu.wbrew oczekiwaniom Scully,Mulder wcale nie przejął się jej aluzją z drzwiami.
Bardzo była ciekawa dokąd jadą ale pomyślała że nie da mu tej satysfakcji i nie zapyta o to.
Jechali pół godziny nie odzywając się do siebie.Nagle zaczęła rozpoznawać drogę którą jechali kilka godzin temu.
-Mulder znów jedziesz do tego lasu?-Nie wytrzymała.
-Oooo widzę,że twoja chęć poznawania świata była silniejsza.-Zakpił-Tak,jadę do lasu.
-A możesz mi wyjaśnić po co?-Zapytała czując,że zaraz go udusi.
-Naukowcy będą tam za godzinę.
-Naukowcy?Jacy naukowcy?
-Naukowcy z naszego biura i jeszcze kilku innych.
-To dla tego tak szybko wyszedłeś z tej jaskini żeby po nich pojechać?-Było to bardziej stwierdzenie niż pytanie.
-Między innymi.
-Skoro naukowcy będą za godzinę to po co jedziemy tam tak wcześnie?
-Chcę jeszcze raz przyjrzeć się temu wszystkiemu.

Znowu są na polanie.
Scully właśnie rozmyśl nad tymi wszystkimi latami,które spędziła z Mulderem i nie może wyjść z podziwu,że jej partner jeszcze żyje...a ściślej mówiąc,że jeszcze go nie zamordowała.
Znalezienie ścieżki po raz drugi nie zajęło im dużo czasu.Powlekła się za nim wściekła i zmęczona.
Ścieżka wydawała się ciągnąć kilometrami a ona czuła,że dalej nie da rady iść w przeciwieństwie do Muldera.Pruł na przód jak strzała nie zważając na gałęzie.
-No wreszcie.-Mruknęła niezadowolona kiedy drzewa zaczęły rzednąć.
Po raz kolejny wyszli na polanę ale ku zaskoczeniu ich obojga nie zastali wejścia  do tunelu.
W tym momencie agent specjalny Fox Mulder był najnieszczęśliwszym człowiekiem na ziemi i w całym wszechświecie.
Nic jednak nie powiedział a Dana nie znalazła odpowiedniego pocieszenia.
Z tyłu zaczęła dobiegać wrzawa.
Naukowcy już przybyli i właśnie wysypywali się na polanę przed "jaskinią".
-A byliśmy tak blisko Scull...-Wyszeptał-Tak blisko...
Odwrócił się,przecisnął przez gromadkę naukowców ze sprzętem i wszedł w ciemny las.


Oto trzecia i już ostatnia część opowiadania pod tytułem "Nocna wędrówka".Mam nadzieję,że się spodoba.Miłego czytania i proszę o komentarze (najlepiej pozytywne :P )
Ps:Wybaczcie,że tak długo ale nie miałam czasu. :( ~_Fox_

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz