Czy jeden człowiek zdoła stawić czoło przyszłości ? Czy się nie podda
? Czy nie straci wiary? - Te pytania ciągle krążyły w głowie Dany
Scully. Była ona niezwykle piękną i uroczą kobietą o rudych włosach
opadających do ramion i oczach koloru szafirowego . Cerę miała akurat
pod kolor jej białej koszuli, którą zwykle zakładała na czarną, prostą
marynarkę. Co prawda w takim stroju chodziła tylko do pracy. W domu była
zwykłą szarą myszką ciągle opatulaną szlafrokiem . Chociaż z czasem
musiała oduczyć się nawyku chodzenia w nim, gdyż miała coraz więcej
pracy w biurze, która pochłaniała jej cały wolny czas. Dlatego też
dzisiaj po powrocie do mieszkania została w tym co miała na sobie rano, czyli
we wcześniej już wspomnianej białej koszuli, czarnej marynarce, czarnych
spodniach i butach oczywiście również czarnych na dosyć wielkim
obcasie.
Włożyła klucz do zamku, przekręciła mosiężną, złotą, a
raczej złotopodobną klamkę. Otworzyła drzwi do jej "czterech ścian -
mieszkania numer 35. Na
wprost była kuchnia, na lewo sypialnia i łazienka, a obok jadalni
znajdował się salon. Dana weszła w głąb, położyła klucze na
stole i zajrzała do lodówki, wyciągnęła zwykłą, niegazowaną wodę
mineralną. Zaczerpnęła dwa, może trzy łyki, po czym zakręcając odłożyła
na swoje miejsce. Spojrzała na zegarek - była 16.30. Wcześnie
-pomyślała. Odgarnęła kosmyk włosów, który niezdarne opadł jej na
czoło. Usiadła na kanapie. Nie wiedziała co robić, a więc postanowiła
wziąć kąpiel.
Kąpiel była bardzo przyjemna. Gorąca woda
sprawiała, że Scully wreszcie mogła się zrelaksować po ciężkim dniu w
biurze. Piana, którą stworzyły dolane przez nią do wody płyny
sprawiły,że w łazience unosił się zapach truskawki wraz z nutą jagody.
Wreszcie w tym ciągłym biegu miała czas, aby wszystko sobie poukładać,
przemyśleć. Zanurzyła się głębiej w wannie, tak, aby prawie całe jej
nagie ciało pokrywała warstwa białych bąbelków.
Umyła swoje włosy, wyszła z
wanny. Wytarła się ręcznikiem do sucha. Włosy ułożyła jak zwykle,
czyli proste, długie pasma z grzywką na prawo. Założyła na siebie
ręcznik, aby nie'' paradować'' nago. Jeszcze nie całkiem sucha usiadła
na swojej starej, ukochanej kanapie, która służy jej posłusznie od
prawie pięciu lat mieszkania tu.
Po dokładnym oporządzeniu
siebie, przebrała się w piżamę i mimo godziny osiemnastej wskoczyła do
łóżka pod ciepłą pościel, która ogrzewała jej zimnie stopy, ale także
pozwalała się skryć przed wszelkim złem i przeciwnościami, które ją
spotkały. Przykryła się, aż po same oczy chcąc uzyskać ciepło podobne do
tego, gdy czuje się obok siebie bijące serce ukochanej osoby. Nie
pomogło. Mimo tego, że było jej ciepło i błogo, nadal odczuwała chłód.
Ten w sercu. Ten cholerny chłód, który z powoli zaczyna zamieniać się w
ból psychiczny. Usiadła na łóżku, otworzyła szafkę nocną, w której
trzymała tabletki na sen.Wzięła kilka i wróciła do poprzedniej pozycji.
Zasnęła momentalnie ...
Gdzie ja jestem? Co to za miejsce? -
zastanawiała się Scully . Była na łące. Ach, jaka ona była piękna. Na
środku przecinała ją rzeka, niewielka, ale dosyć głęboka i rwąca ... Wokół niej na obu jej brzegach rozciągała się plaża. Dalej było widać niewielkie wzniesienia i pagórki...
Znajdowały się tu przeróżne rodzaje kwiatów, tak kuszących swoją wonią, ale jednocześnie miały w sobie coś magicznego.
Miały w sobie siłę ... Siłę przebicia, pokonania ciemności. Na łące
rosło przecież ich sporo, a każdy miał siłę i odwagę, aby wzbić się w
górę i urosnąć ... I trwać ... Scully
zaczęła ostrożnie obserwować łąkę. Po lewej stronie ciągnął się wielki i kolorowy sad. Wyglądał przepięknie. Burza kolorów i zapachów, przyciągała tam najróżniejsze stworzenia: od pszczół, po małe gryzonie. Dana już chciała spojrzeć na prawo, gdy ich ujrzała... Po drugiej stronie była Emily, jej ukochana córeczka, która odeszła. Tak szybko odeszła... i jej ojciec. Jak oni mogli jej nie zauważyć? Zaczęła krzyczeć.
Żadnej reakcji z ich strony. Zupełnie jakby była duchem ... No właśnie
... Była duchem, istotą, która błąkała się bez celu, straciła
wszystko... Po drugiej stronie było szczęście, spokój. Tak blisko, a
jednocześnie tak daleko...
Czuła ,że ktoś nią
potrząsa . Nie reagowała . Chciała się pożegnać chociaż ten ostatni raz.
Z ojcem i córeczką. Jednak chyba nie było jej to dane...
-Obudź się ,Scully - usłyszała dobrze znany jej głos. To był Mulder, który najwyraźniej postanowił ją odwiedzić.
-Scully
- prawie krzyczał - wstawaj , proszę - jego głos przerodził się ,w
coś na kształt błagania, rozpaczy. Dana, w końcu otworzyła oczy i
popatrzyła na niego. Miał na sobie tylko luźny, szary podkoszulek i
klasyczne jeansy. Jego fryzura była taka sama. Nic się nie zmieniło. Te
same, uwodzące zielone, pełne blasku oczy, do których zdążyła już się
przyzwyczaić po pięciu latach ich wspólnej współpracy. Ten sam uśmiech
szczeniaka, który Scully kochała nad życie, ten sam wyraz twarzy -
martwiący się o nią. Scully przeciągła się,po czym powiedziała:
- Mulder? Co ty tu robisz?
-Jak
to co? - w jego głosie było słychać przerażenie - nie odbierałaś
telefonów ode mnie. Dzwoniłem chyba ze sto razy. Myślałem, że coś się
stało ... - powiedział z troską, która sprawiała, że Dana odczuwała to
ciepło, którego jej tak brakuje.
-A czy coś mi jest? - zadrwiła. - wszystko jest w jak najlepszym porządku. - odpowiedziała ze sztucznym
uśmiechem. Wiedziała, że on i tak domyślił się, że ten uśmiech jest
sztuczny - Mulder - zaczęła - Ja nie mam dwóch lat, żebyś musiał mnie
kontrolować na każdym kroku. Mam własne życie, swoje sprawy. A teraz po
prostu przysnęło mi się. Zdarza się - z jej twarzy można było wyczytać
kłamstwo. Chociaż osoba, która jej nie znała mogła twierdzić, że mówi
prawdę, lecz nie Mulder... Znał ją zbyt dobrze...
Fox, popatrzył
się na nią swoim jak to kiedyś ujął "zabójczym spojrzeniem '' i powiedział:
Scully. Proszę nie okłamuj mnie. Widzę ,że coś się stało. Mnie nie
oszukasz. Z resztą ile razy chcesz mnie nabierać na to twoje
kłamstewko? Ile? - jego twarz zbladła. Widać było, że bardzo się o nią
martwi.
Scully usiadła na łóżku, przeciągnęła się. Chciała
sprawiać pozory, że wszytko jest w porządku. - Mulder , powiedziała
nadal kontynuując wykonywaną wcześniej czynność- zakończmy to. Nie ma o
czym mówić. Wstała, ziewnęła po czym narzuciła na siebie szlafrok, który idealnie współgrał z jej oczyma. Zawiązała w
pasie. Udała się do kuchni mówiąc: Chcesz kawy? Czy może herbaty?
-
Nie, dziękuję . Scully - wstał i udał się razem z nią do kuchni. -
Scully, proszę. Powiedz mi co się stało . Nie zamykaj się w sobie.Tak, jak po uprowadzeniu. Błagam Cię, zostań przy mnie. Nie odchodź ...
Nie pogłębiaj tej rany, którą nosisz w sercu ...
Scully popatrzyła
się błagalnie na swojego partnera. Westchnęła ciężko i zaczęła swoją
opowieść:
- Mulder, wiesz, że ciężko mi się pogodzić z jej
śmiercią. Była jedynym dzieckiem, które mogłam mieć. Ta szansa, a raczej
cud już nigdy się nie powtórzy - zaczęła drżeć - kochałam ją,
najbardziej na świecie. Była moją malutką córeczką, osobą, dla której
chciało mi się żyć. Nie mam już nikogo, moja matka nawet mnie unika. Mój
brat tuż po jej śmierci wspomniał, iż dobrze, że umarła, ponieważ nie
byłabym dobrą matką. Wiesz jak zraniły mnie jego słowa? Nie chcę już o
tym mówić, proszę. Spojrzała na niego błagalnie.
-Wiem, Scully,
wszystko wiem - podszedł do niej i objął ją. Dana poczuła się
bezpiecznie. Wiedziała, że Mulder to jej przyjaciel, ale czy ktoś
więcej? Natomiast Mulder po stracie Emily czuł pustkę. Mimo tego, że nie
była jego dzieckiem to bardzo ją polubił. Emanowała od siebie
światłem. Światłem, które dawało nadzieję na lepsze jutro, na początek.
Lecz jej nagła i niewyjaśniona śmierć. Pojawiła się tak nagle i równie
szybko zniknęła. Zostawiając tą pustkę w sercu. Na zawsze... Przed
oczyma przebiegały mu wszystkie wspomnienia związane z tą dziewczynką.
Jej piękne oczy, jej uśmiech na widok " Pana Ziemniaczanej Głowy'',
strach, gdy Emily umierała na szpitalnym łóżku. Pozostaną mu też
wspomnienia radosne, ciepłe. Scully z Emily na rękach. Ten widok, aż
łapał za serce, Mulder wiedział, że zostanie z nim do końca życia...
Jednak, gdy przegrała walkę, Fox poczuł ból. Ból, taki, jaki czuje
ojciec po stracie dziecka. Nigdy nie widział się w roli ojca, ale byłby w
stanie zrobić wszystko, żeby chociaż spędzić jeszcze jeden dzień z
nią. Tak bardzo tego pragnął. Mulder przez te wszystkie lata wmówił sobie, że
nie potrzebuje niczyjej opieki. Wiedział też, że Scully byłaby idealną
matką i żoną nigdy nie zaniedbującą swojego dziecka i męża. Zawsze
widział Danę jako matkę, ale po raz pierwszy zobaczył siebie jako ojca,
lecz ona odeszła na zawsze, nigdy już nie wróci. Ci ludzie zabijając Emily, zabili również marzenia Scully i Muldera. Zabili marzenia obojga rodziców...
Witam wszystkich po mojej długiej nieobecności, z góry za nią przepraszam, ale brak czasu robi swoje.To takie zwykłe opowiadanie, a raczej fanfiction. Długo powstawało, ale nareszcie udało się. Nie przedłużając zapraszam do czytania i komentowania, pozdrawiam ~Mulder.
Supcio :D
OdpowiedzUsuńI Ty śmiesz mówić, że ja piszę lepiej od Ciebie?! To jest przecudne, popłakałam się!!! Masz napisać drugą część!!!
OdpowiedzUsuńWiesz, śmiem twierdzić, iż ty piszesz lepiej ode mnie. Nie mówię tak z "przyjacielskiej" życzliwości, ale całkiem szczerze i jestem przy tym w pełni świadoma swojej wypowiedzi. A poza tym napisałam tylko jedno opowiadanie, a ty sześć. Tak, czytałaś moje "wypociny" jeszcze nieopublikowane, ale przyznaj, że nie były tak dobre jak Twoje...~Mulder
Usuń"Zabili marzenia obojga rodziców... "
OdpowiedzUsuńPodobne zdanie już kiedyś czytałam, ale jest w nim tyle smutku, a zarazem tyle piękna, że za samo to zdanie jest ogromny + !
Hmm.. nie wiem co napisać. Podobało mi się i takie trochę tajemnicze na początku. ;)
Dziękuję ;P
UsuńNastępny postaram się dodać w piątek :).
Hej tutaj też czekam na opko xd
OdpowiedzUsuń