piątek, 11 kwietnia 2014

Marzenia

  Czy jeden człowiek zdoła stawić czoło przyszłości ? Czy się nie podda ? Czy nie straci wiary? - Te pytania ciągle krążyły w głowie Dany Scully. Była ona niezwykle piękną i uroczą kobietą o rudych włosach opadających do ramion i oczach koloru szafirowego . Cerę miała akurat pod kolor jej białej koszuli, którą zwykle zakładała na czarną, prostą marynarkę. Co prawda w takim stroju chodziła tylko do pracy. W domu była zwykłą szarą myszką ciągle opatulaną szlafrokiem . Chociaż z czasem musiała oduczyć się nawyku chodzenia w nim, gdyż miała coraz więcej pracy w biurze, która pochłaniała jej cały wolny czas. Dlatego też dzisiaj po powrocie do mieszkania została w tym co miała na sobie rano, czyli we wcześniej już wspomnianej białej koszuli, czarnej marynarce, czarnych spodniach i butach oczywiście również czarnych na dosyć wielkim obcasie.
  Włożyła klucz do zamku, przekręciła mosiężną, złotą, a raczej złotopodobną klamkę. Otworzyła drzwi do jej "czterech ścian - mieszkania numer 35. Na wprost była kuchnia, na lewo sypialnia i łazienka, a obok jadalni znajdował się salon. Dana weszła w głąb, położyła klucze na stole i zajrzała do lodówki, wyciągnęła zwykłą, niegazowaną wodę mineralną. Zaczerpnęła  dwa, może trzy łyki, po czym zakręcając odłożyła na swoje miejsce. Spojrzała na zegarek - była 16.30. Wcześnie -pomyślała. Odgarnęła kosmyk  włosów, który niezdarne opadł jej na czoło. Usiadła na kanapie. Nie wiedziała co robić, a więc postanowiła wziąć kąpiel.
  Kąpiel była bardzo przyjemna. Gorąca woda sprawiała, że Scully wreszcie mogła się zrelaksować po ciężkim dniu w biurze. Piana, którą stworzyły dolane przez nią do wody płyny sprawiły,że w łazience  unosił się zapach truskawki wraz z nutą jagody. Wreszcie w tym ciągłym biegu miała czas, aby wszystko sobie poukładać, przemyśleć. Zanurzyła się głębiej  w wannie, tak, aby prawie całe  jej nagie ciało pokrywała warstwa białych bąbelków.
  Umyła swoje włosy, wyszła z wanny. Wytarła się ręcznikiem do sucha. Włosy ułożyła jak zwykle, czyli  proste, długie pasma z grzywką na prawo. Założyła na siebie ręcznik, aby nie'' paradować'' nago. Jeszcze nie całkiem sucha usiadła na swojej starej, ukochanej kanapie, która służy jej posłusznie od prawie pięciu lat mieszkania tu.
  Po dokładnym oporządzeniu siebie, przebrała się w piżamę i mimo godziny osiemnastej wskoczyła do łóżka pod ciepłą pościel, która ogrzewała jej zimnie stopy, ale także pozwalała się skryć przed wszelkim złem i przeciwnościami, które ją spotkały. Przykryła się, aż po same oczy chcąc uzyskać ciepło podobne do tego, gdy czuje się obok siebie  bijące serce ukochanej osoby. Nie pomogło. Mimo tego, że było jej ciepło i błogo, nadal odczuwała chłód. Ten w sercu. Ten cholerny chłód, który z powoli zaczyna zamieniać się w ból psychiczny. Usiadła na łóżku, otworzyła szafkę nocną, w której trzymała tabletki na sen.Wzięła kilka i wróciła do poprzedniej pozycji. Zasnęła momentalnie ...
   Gdzie ja jestem? Co to za miejsce? - zastanawiała się Scully . Była na łące. Ach, jaka ona była piękna. Na środku przecinała ją rzeka, niewielka, ale dosyć głęboka i rwąca ... Wokół niej na obu jej brzegach rozciągała się plaża. Dalej było widać niewielkie wzniesienia i pagórki...
  Znajdowały się tu przeróżne rodzaje kwiatów, tak kuszących swoją wonią, ale jednocześnie miały w sobie coś magicznego. Miały w sobie siłę ...  Siłę przebicia, pokonania ciemności. Na łące rosło przecież ich sporo, a każdy miał siłę i odwagę, aby wzbić się w górę i urosnąć ... I trwać ... Scully zaczęła ostrożnie obserwować łąkę. Po lewej stronie ciągnął się wielki i kolorowy sad. Wyglądał przepięknie. Burza kolorów i zapachów, przyciągała tam najróżniejsze stworzenia: od pszczół, po małe gryzonie. Dana już chciała spojrzeć na prawo, gdy ich ujrzała... Po drugiej stronie była Emily, jej ukochana córeczka, która odeszła. Tak szybko odeszła... i jej ojciec. Jak oni mogli jej nie zauważyć? Zaczęła krzyczeć. Żadnej reakcji z ich strony. Zupełnie jakby była duchem ... No właśnie ... Była duchem, istotą, która błąkała się bez celu, straciła wszystko... Po drugiej stronie było szczęście, spokój. Tak blisko, a jednocześnie tak daleko...
   Czuła ,że ktoś nią potrząsa . Nie reagowała . Chciała się pożegnać chociaż ten ostatni raz. Z ojcem i córeczką. Jednak chyba nie było jej to dane...
-Obudź się ,Scully - usłyszała dobrze znany jej głos. To był Mulder, który najwyraźniej postanowił ją odwiedzić.
-Scully - prawie krzyczał - wstawaj , proszę - jego głos przerodził się ,w coś na kształt błagania, rozpaczy. Dana, w końcu otworzyła oczy i popatrzyła na niego. Miał na sobie tylko luźny, szary podkoszulek i klasyczne jeansy. Jego fryzura była taka sama. Nic się nie zmieniło. Te same, uwodzące zielone, pełne blasku oczy, do których zdążyła już się przyzwyczaić po pięciu latach ich wspólnej współpracy. Ten sam uśmiech  szczeniaka, który Scully kochała nad życie, ten sam wyraz twarzy - martwiący się o nią. Scully przeciągła się,po czym powiedziała:
- Mulder? Co ty tu robisz?
-Jak to co? - w jego głosie było słychać przerażenie - nie odbierałaś  telefonów ode mnie. Dzwoniłem chyba ze sto razy. Myślałem, że coś się stało ... - powiedział z troską, która sprawiała, że Dana odczuwała to ciepło, którego jej tak brakuje.
-A czy coś mi jest? - zadrwiła. - wszystko jest w jak najlepszym porządku. - odpowiedziała ze sztucznym uśmiechem. Wiedziała, że on i tak domyślił się, że ten uśmiech jest sztuczny - Mulder - zaczęła - Ja nie mam dwóch lat, żebyś musiał mnie kontrolować na każdym kroku. Mam własne życie, swoje sprawy. A teraz po prostu przysnęło mi się. Zdarza się - z jej twarzy można było wyczytać kłamstwo. Chociaż osoba, która jej nie znała mogła twierdzić, że mówi prawdę, lecz nie Mulder... Znał ją zbyt dobrze...
  Fox, popatrzył się na nią swoim jak to kiedyś ujął "zabójczym spojrzeniem '' i powiedział: Scully. Proszę nie okłamuj mnie. Widzę ,że coś się stało. Mnie nie oszukasz. Z resztą ile razy chcesz mnie nabierać na to  twoje kłamstewko? Ile?  - jego twarz zbladła. Widać było, że bardzo się o nią martwi.
Scully usiadła na łóżku, przeciągnęła się. Chciała sprawiać pozory, że wszytko jest  w porządku. - Mulder , powiedziała nadal kontynuując wykonywaną wcześniej czynność- zakończmy to. Nie ma o czym mówić. Wstała, ziewnęła po czym narzuciła na siebie szlafrok, który idealnie współgrał z jej oczyma. Zawiązała w pasie. Udała się do kuchni mówiąc: Chcesz kawy? Czy może herbaty?
- Nie, dziękuję . Scully - wstał i udał się razem z nią do kuchni. - Scully, proszę. Powiedz mi co się stało . Nie zamykaj się w sobie.Tak, jak po uprowadzeniu. Błagam Cię, zostań przy mnie. Nie odchodź ... Nie pogłębiaj tej rany, którą nosisz w sercu ...
Scully popatrzyła się błagalnie na swojego partnera. Westchnęła ciężko i zaczęła swoją opowieść:
- Mulder, wiesz, że ciężko mi się pogodzić z jej śmiercią. Była jedynym dzieckiem, które mogłam mieć. Ta szansa, a raczej cud już nigdy się nie powtórzy - zaczęła drżeć - kochałam ją, najbardziej na świecie. Była moją malutką córeczką, osobą, dla której chciało mi się żyć. Nie mam już nikogo, moja matka nawet mnie unika. Mój brat tuż po jej śmierci wspomniał, iż dobrze, że umarła, ponieważ nie byłabym dobrą matką. Wiesz jak zraniły mnie jego słowa? Nie chcę już o tym mówić, proszę. Spojrzała na niego błagalnie.
-Wiem, Scully, wszystko wiem - podszedł do niej i objął ją. Dana poczuła się bezpiecznie. Wiedziała, że Mulder to jej przyjaciel, ale czy ktoś więcej? Natomiast Mulder po stracie Emily czuł pustkę. Mimo tego, że nie była jego dzieckiem to bardzo ją polubił. Emanowała od siebie światłem.  Światłem, które dawało nadzieję na lepsze jutro, na początek. Lecz jej nagła i niewyjaśniona śmierć. Pojawiła się tak nagle i równie szybko zniknęła. Zostawiając tą pustkę w sercu. Na zawsze... Przed oczyma przebiegały mu wszystkie wspomnienia związane z tą dziewczynką. Jej piękne oczy, jej uśmiech na widok " Pana Ziemniaczanej Głowy'', strach, gdy Emily umierała na szpitalnym łóżku. Pozostaną mu też wspomnienia radosne, ciepłe.  Scully z Emily na rękach. Ten widok, aż łapał za serce, Mulder wiedział, że zostanie z nim do końca życia...
   Jednak, gdy przegrała walkę, Fox poczuł ból. Ból, taki, jaki czuje ojciec po stracie dziecka. Nigdy nie widział się w roli ojca, ale byłby w stanie zrobić wszystko, żeby chociaż spędzić  jeszcze jeden dzień z nią.  Tak bardzo tego pragnął. Mulder przez te wszystkie lata wmówił sobie, że nie potrzebuje niczyjej opieki. Wiedział też, że Scully byłaby idealną matką  i żoną nigdy nie zaniedbującą swojego dziecka i męża. Zawsze widział Danę jako matkę, ale po raz pierwszy zobaczył siebie jako ojca, lecz ona odeszła na zawsze, nigdy już nie wróci. Ci ludzie zabijając Emily, zabili również marzenia Scully i Muldera. Zabili marzenia obojga rodziców...






Witam wszystkich po mojej długiej nieobecności, z góry za nią przepraszam, ale brak czasu robi swoje.To takie zwykłe opowiadanie, a raczej fanfiction. Długo powstawało, ale nareszcie udało się. Nie przedłużając zapraszam do czytania i komentowania, pozdrawiam ~Mulder.

poniedziałek, 31 marca 2014

Nocna wędrówka cz.3

          Nocna wędrówka
-Mulder to jest okropne.-Powiedziała szukając jego ręki.-Chodźmy stąd.-Szepnęła.
Objął ją ramieniem i przytulił.
-Zaczekaj tutaj jeśli chcesz.
-Mulder nie uważasz,że już dużo zobaczyliśmy?Wracajmy błagam cię!
-Scully ja muszę to sprawdzić.-Powiedział patrząc jej w oczy.-Muszę.Tam jest jaśniej,chodź.
Wiedziała,że sprawa jest przegrana.Może tu zostać i czekać lub iść z nim.
-Dobrze.-Odparła.
Uśmiechnął się lekko i pocałował ją w czoło.
-Dziękuję.
Ruszyli ramię w ramię.Korytarz stopniowo się powiększał,aż w końcu znaleźli się u wlotu dużej jaskini.Było w niej jaśniej niż w tunelu.Rozejrzeli się za źródłem światła ale niczego nie dostrzegli.
-Co to znaczy?Skąd to światło?-Zapytała.
-Spójrz.-Wskazał na ściany.Były pokryte malowidłami lecz teraz już nie dzikich zwierząt lecz jakiś dziwacznych postaci.Nie były też już prymitywne.Całe ściany były pokryte malowidłami tworzącymi wielobarwną mozaikę.
-Komu się chciało to malować?-Zapytała Dana.
Mulder podszedł do ściany i przyjrzał się jednemu z malowideł.Dziwacznej twarzy o kształcie odwróconej gruszki z wielkimi czarnymi oczami bez źrenic,dwoma szparkami zamiast nosa i cienkiej kresce ust.
-Co to jest?-Zapytała Scully dalej tkwiąc w miejscu.
-Sama zobacz.-Podeszła do niego i również przyjrzała się dziwnej twarzy.-Co ci to przypomina?
-Twarz tylko trochę zniekształconą.-Odparła z przekonaniem.
-Twarz człowieka?-Zapytał dociekliwie i spojrzał jej w oczy.
-Oczywiście że człowieka Fox a niby czyją?!-Zapytała chociaż przeczuwała że zna odpowiedź.
-No a te oczy?Przecież ludzie nie mają oczu w kształcie migdałów.-Już chciała na to odpowiedzieć ale ją uprzedził.-To znaczy mają ale nie tak duże i nie bez źrenic.
Westchnęła i pokręciła głową.Wiedziała do czego zmierza.
-Mulder znów zaczynasz!Czy ty nie rozumiesz tego,że jakieś dzieciaki przyszły i pomalowały te ściany.Po prostu im się nudziło!!!-Wykrzyknęła patrząc mu w oczy.
-Tak a kościotrupy przynieśli dla scenerii.Na pewno im się nudziło i postanowili wykopać kilku sąsiadów z ich grobów  i przyjść tutaj pokazać im tę piękną jaskinie!-Powiedział kpiąco.
No tak szkielety,zapomniała o nich.Odwróciła się do niego plecami i zakryła twarz dłońmi.Odetchnęła kilka razy.
-Może i masz racje...-Zaczęła odwracając się do niego.Tylko,że Muldera tam nie było.-Mulder!!!
Zaczęła wodzić wzrokiem po jaskini i zobaczyła go w połowie.Zmierzał do przeciwległej ściany w której widniał otwór o około dwóch metrach.
Ruszyła w jego kierunku.Dogoniła go kilka metrów od wejścia do drugiej  jaskini i złapała go za ramię.
-Fox może i masz rację...z tymi szkieletami.A jeśli to po prostu dzikie zwierzęta no to się zdarza...
-Scullly!-Przerwał jej ostro.-Powiedz mi jakim cudem wszystkie szkielety znalazły się w jednym miejscu...nie w tej akurat jaskini.
-Mulder...
-Czekaj nie skończyłem.To był mój pierwszy argument.Po drugie:czy kiedy tu szliśmy zobaczyłaś jakiekolwiek zwierzę?
-To chyba dobrze,że nie spotkaliśmy na swojej drodze żadnej krwiożerczej bestii?Prawda?-Spytała retorycznie.
-Nie.Scully źle mnie zrozumiałaś.Zapytałem czy jak tu szliśmy to zobaczyłaś JAKIEKOLWIEK zwierzę?
Nic na to nie odpowiedziała.Nie wiedziała co mogła by  odpowiedzieć.
-Właśnie.Nie widzieliśmy nawet wiewiórki czy jakiegoś ptaka.
Ponownie ruszył do otworu a pokonana Scully za nim.
Weszli do ogromnej jaskini.Nie było tu malowideł tylko ogromny krater.Była tak wysoka że nie było widać sklepienia.
-To jest idealnie okrągłe...-szepnął Mulder jak by sam do siebie.
Podeszli bliżej krateru.
-Mam nadzieję,że nie masz zamiary tam schodzić?-Zapytała spoglądając na niego.
-Nie dali byś my rady.Krater jest tak głęboki że latarki nie sięgają dna.-Odpowiedział.
-No wiesz wolałam się upewnić.Nie wiem  czego się mogę po tobie spodziewać.
-Dalej uważasz,że jakimś dzieciakom się nudziło?-Zapytał.
-Nie.A ty myślisz,że kto to zrobił.
-Nie kto a co.-Szepnął.
-Co?Mulder nie sądzisz chyba że to kosmici?!-Powiedziała z kpiną w głosie.
-Mówiąc szczerze to...tak uważam,że to kosmici a ściślej rzecz ujmując to statek kosmiczny.
-Statek kosmiczny?!Mulder o czym ty mówisz?!
-Statek kosmiczny to taki spodek no wiesz lata i...
-Wiem co to statek kosmiczny!!!
-Dobra możemy wracać-Oznajmił obracając się i ruszając w stronę wyjścia.
Stała jeszcze chwilę nie wierząc w to co usłyszała.Kiedy się obróciła Mulder zdążył już przejść przez otwór i szedł w stronę tunelu.Biegiem ruszyła za nim.
-Mulder coś ty powiedział?-Zapytała z niedowierzaniem.
-Że możemy wracać.-Odparł krótko.
-No ale...
Nie wiedziała co powiedzieć.
W milczeniu.Wyszli z jaskini i wrócili do samochodu.Nie odzywali się przez całą drogę.
Zawiózł ją do domu.
-Dobranoc Dano.
-Pa Fox.-Odpowiedziała i wyszła z samochodu.
Weszła do cichego pogrążonego w mroku mieszkania i poszła napuścić wody do wanny.Mulder nigdy tak dziwnie się nie zachowywał.Tak po prostu stamtąd wyszedł.Pokręciła głową nie miała zamiary więcej o tym rozmyślać.Wykąpała się i usiadła na kanapie przed telewizorem.Tak na prawdę w ogóle go nie oglądała.Siedziała tak półtorej godziny kiedy nagle usłyszał energiczne pukanie do drzwi.Wzięła pistolet i podeszła do drzwi.Uchyliła je lekko i zobaczyła swojego partnera.
-Fox co ty tu robisz o tej godzinie?-Zapytała zdezorientowana.
-Nie spałaś.-Stwierdził ignorując jej pytanie.-Ubieraj się jedziemy.
-Co Mulder zwariowałeś!!!Jest piąta trzydzieści rano!!!
-Scully błagam nie zadawaj pytań tylko ubieraj się.
Wyczuła błaganie w jego głosie więc postanowiła mu ustąpić.
-Dobrze poczekaj chwilę.
Zamknęła drzwi zostawiając go na korytarzu.Niech uświadomi sobie jej niezadowolenie.
Po kilku minutach wchodzili już do samochodu.wbrew oczekiwaniom Scully,Mulder wcale nie przejął się jej aluzją z drzwiami.
Bardzo była ciekawa dokąd jadą ale pomyślała że nie da mu tej satysfakcji i nie zapyta o to.
Jechali pół godziny nie odzywając się do siebie.Nagle zaczęła rozpoznawać drogę którą jechali kilka godzin temu.
-Mulder znów jedziesz do tego lasu?-Nie wytrzymała.
-Oooo widzę,że twoja chęć poznawania świata była silniejsza.-Zakpił-Tak,jadę do lasu.
-A możesz mi wyjaśnić po co?-Zapytała czując,że zaraz go udusi.
-Naukowcy będą tam za godzinę.
-Naukowcy?Jacy naukowcy?
-Naukowcy z naszego biura i jeszcze kilku innych.
-To dla tego tak szybko wyszedłeś z tej jaskini żeby po nich pojechać?-Było to bardziej stwierdzenie niż pytanie.
-Między innymi.
-Skoro naukowcy będą za godzinę to po co jedziemy tam tak wcześnie?
-Chcę jeszcze raz przyjrzeć się temu wszystkiemu.

Znowu są na polanie.
Scully właśnie rozmyśl nad tymi wszystkimi latami,które spędziła z Mulderem i nie może wyjść z podziwu,że jej partner jeszcze żyje...a ściślej mówiąc,że jeszcze go nie zamordowała.
Znalezienie ścieżki po raz drugi nie zajęło im dużo czasu.Powlekła się za nim wściekła i zmęczona.
Ścieżka wydawała się ciągnąć kilometrami a ona czuła,że dalej nie da rady iść w przeciwieństwie do Muldera.Pruł na przód jak strzała nie zważając na gałęzie.
-No wreszcie.-Mruknęła niezadowolona kiedy drzewa zaczęły rzednąć.
Po raz kolejny wyszli na polanę ale ku zaskoczeniu ich obojga nie zastali wejścia  do tunelu.
W tym momencie agent specjalny Fox Mulder był najnieszczęśliwszym człowiekiem na ziemi i w całym wszechświecie.
Nic jednak nie powiedział a Dana nie znalazła odpowiedniego pocieszenia.
Z tyłu zaczęła dobiegać wrzawa.
Naukowcy już przybyli i właśnie wysypywali się na polanę przed "jaskinią".
-A byliśmy tak blisko Scull...-Wyszeptał-Tak blisko...
Odwrócił się,przecisnął przez gromadkę naukowców ze sprzętem i wszedł w ciemny las.


Oto trzecia i już ostatnia część opowiadania pod tytułem "Nocna wędrówka".Mam nadzieję,że się spodoba.Miłego czytania i proszę o komentarze (najlepiej pozytywne :P )
Ps:Wybaczcie,że tak długo ale nie miałam czasu. :( ~_Fox_

piątek, 17 stycznia 2014

Nocna wędrówka cz.II

Mulder poprowadził ją wąską ścieżką.Szła za nim spoglądając mu przez ramię.Była ciekawa cóż takiego tam znalazł i nie mogła się już doczekać kiedy dojdą.
-Mulder daleko jeszcze?
-A co nóżki cię bolą?-Odwrócił głowę w jej stronę i uśmiechnął się.
-Mulder mógł byś nie żartować.-Odparła rozgniewana.-To daleko?
-Nie,jeszcze jakieś 500 metrów.
Scully jęknęła bo właśnie jakaś gałązka wplątała jej się we włosy.Kiedy wreszcie ją wyciągnęła doszli na małą półokrągłą polankę.Naprzeciw nich wyrosła ściana z litej skały w w której ziała czarna,nieprzenikniona otchłań.
-No i jesteśmy na miejscu.-Oznajmił zadowolony Mulder.
Scully spojrzała niepewnie na czarną dziurę wydrążoną w skale.
-Co jest w środku.-Spytała.
-Nie mam zielonego pojęcia moja droga Dano.-Odpowiedział.
-Żartujesz sobie,prawda?
-Scully czy ja kiedyś z ciebie żartowałem?Naprawdę nie mam pojęcia co tam jest.-Wytłumaczył z powagą w głosie.
-Mulder nie wytrzymam.Najpierw budzisz mnie o pierwszej rano i każesz się ubierać,zabierasz mnie do jakiegoś lasu,straszysz mnie i ciągniesz jakąś nieznaną ścieżką na jakąś polanę a teraz mówisz że nie masz pojęcia co jest w tej jaskini?!
-Można tak to ująć.-Powiedział z zamyśleniem.
-Dobrze skoro już sobie ze mnie pokpiłeś to może wracajmy do domu?-Nie czekając na odpowiedź odwróciła się w stronę z której przyszła ale Mulder złapał ją za ramię.
-Teraz z kolei chyba ty żartujesz?!Właśnie odkryliśmy jaskinię której być może jeszcze nikt nie badał!Nie ciekawi cię co jest w środku?!-Zapytał z niedowierzaniem w głosie.
-Nie!-Odparła krótko.
-Scully doszliśmy aż tutaj.Skoro już tu jesteśmy wejdźmy tam co nam szkodzi?-Wyszeptał z błaganiem w głosie.
-Dobrze ale stawiasz mi kolację.-Zażądała.Miał racje szli tutaj chyba z godzinę nic nie szkodzi tam wejść.
Mulder uśmiechnął się do niej od ucha do ucha i ruszył w stronę wejścia do jaskini.Ponownie włączyli latarki i zagłębili się w nieprzeniknioną ciemność.Na moment znowu przypomniały jej się wszystkie straszne historie opowiedziane przez Muldera w jego mieszkaniu ale zaraz rozgoniła te myśli.
Na początku jaskinia niczym się nie wyróżniała ot po prostu zwykła jaskinia.Lecz po pewnym czasie na ścianach po lewej stronie zaczęły pojawiać się jakieś kropki i kreski,które nagle się urwały żeby za chwilę pojawić się na prawej ścianie.Zauważyli również,że ściany są niesamowicie równe tak jak by wyszlifowane.Mrok także był jakiś dziwny tak jak by gęsty,światła latarek sięgały jedynie kilka centymetrów w przód a wejścia jeż wcale nie było widać.Nagle Mulder pomyślał że na zewnątrz wcale nie było tak ciemno...
Szli jeszcze przez kilka minut i stanęli jak wryci.Na prawej ścianie widniał malunek,nie jakieś kreski czy kropki ale rysunek przedstawiający jakieś ogromne zwierze.
-To...to chyba mamut.-Powiedziała Scully z zachwytem.
-Mówiłem ci że warto tu wejść.-Odpowiedział szeptem bo sam był zafascynowany odkryciem.
-Ale Fox czy to nie jest no niemożliwe?-zapytał-No wiesz przecież naukowcy już dawno by ją odkryli nie sądzisz?
-A może ją odkryli ale coś ich tu zatrzymało?-Ni to zapytał ni stwierdził.
-Co masz na myśli?-Spojrzała na niego a on na nią.
-Nic.Chodźmy dalej.
-Nic?Mulder widzę w twoich oczach iskierki szaleństwa.Czy ty czasem nie myślisz o zielonych ludzikach?!
-Szarych...
-Co?
-One są szare.
Na początku nie zrozumiała o co mu chodzi a kiedy to do niej dotarło Fox już był już 50 metrów przed nią.
-Mulder czekaj!-Podbiegła do niego uświadamiając sobie że miała zamiar krzyknąć a szeptała.
-Tu jest coś dziwnego.-Powiedziała.-Mulder lepiej wracajmy...
Ale Mulder już jej nie słuchach.Szedł na przód zafascynowany nowymi obrazami na ścianach wszystkie przedstawiały dzikie zwierzęta.Nagle Scully syknęła.
-Fox stój!Mulder tam ktoś siedzi.Pod ścianą.-Złapała go za ramię.
-Chodźmy.-Odparł równie cicho.Teraz ukazało się więcej postaci w różnych pozycjach;siedzących,leżących i nawet stojących.
Ruszyli w ich stronę ale po kilku centymetrach znów stanęli.Scully cicho krzyknęła ale Mrok ją zagłuszył.
-Mulder,czy to...
Przed nimi leżała czaszka a kilka metrów dalej reszta ciała a raczej jego szkielet.
-Mówiłem,że coś ich zatrzymało...

Oto kontynuacja mojego opowiadania.Już pracuję nad następną.Mam nadzieję,że wam się spodoba.~_Fox_

Nocna wędrówka cz. I.

                                          Nocna wędrówka.

Noc.Zimna,ciemna bezksiężycowa noc a ona jak głupia tkwi z latarką w ręku na skraju lasu i czeka co powie.
-Mulder możesz mi wyjawić z jakiego powodu ściągnąłeś mnie z łóżka o trzeciej w nocy i przywiozłeś na te pustkowie?
Mulder zbyt zajęty wpatrywaniem się w ciemność nie odpowiedział od razu.
-Mulder...
Ponagliła go.
-Podobno widziano tutaj jakieś dziwne światła i dźwięki a poza tym nie masz ochoty na spacer po lesie no wiesz taki dla zdrowia?-Zapytał i spojrzał na nią,posyłając jej swój łobuzerski uśmiech.
-Światła?Dźwięki?Mulder coś ty znowu wymyślił?-Odparła,puszczając mimo uszu jego sarkastyczne pytanie.Ona się nie uśmiechała.Nie miała na to najmniejszej ochoty.
Przez chwilę na nią patrzył ale zaraz odwrócił wzrok.
-Fox ile razy jeszcze będziemy to przerabiać...
-Zostań tutaj.Ja sprawdzę drogę jak dam ci znak to do mnie dołączysz.-Przerwał jej nawet na nią nie patrząc i ruszył ścieżką w głąb lasu.
Scully tylko pokręciła ze zrezygnowaniem głową.Czasem miała przemożną ochotę go udusić ale z drugiej strony wiedziała,że i tak nie mogła by tego zrobić,nie umiała by...
Na początku drzewa rosły stosunkowo rzadko tak,że spokojnie mógł widzieć polanę przed lasem i znudzoną Dane bawiącą się tatarką i rozglądającą się dookoła.Potem stopniowo las się zagęszczał aż w końcu gdyby nie ścieżka mógł by się tam błąkać godzinami a i tak mógłby nie znaleźć drogi.Szedł ścieżką cały czas prosto aż w pewnym momencie zauważył ledwie widoczną wydeptaną dróżkę odbiegającą od tej,na której się znajdował.Bez zastanowienia jak by przyciągany jakąś niewidzialną siłą skręcił w prawo i zagłębił się w jeszcze bardziej nieprzeniknione  ciemności.
Scally do pewnego momentu widziała promień latarki i wysoką postać Muldera posuwającego się ostrożnie na przód,lecz w pewnej chwili jak nożem uciął zniknęło i światło i Mulder.Zaniepokoiła się ale pomyślała,że sam chciał tu przyjechać i niech teraz się martwi.Chodź z drugiej strony jeśli rzeczywiście coś tam jest...Nie!Na pewno latarka się rozładowała.                                                                                                                                                                                                
Stała jeszcze przez chwilę i uświadomiła sobie,że Mulder nie wziął by na wpół rozładowanej latarki na jedną ze swoich ekspedycji.
Z niemiłym uściskiem w brzuchu ruszyła na przód.Nie należała do osób które boją się gdzieś wejść lub coś w tym stylu.Przeciwnie wchodziła tam gdzie nikt inny wejść się nie odważył (no może Mulder) ale wejść gdzieś gdzie jeszcze przed chwilą stał jej najlepszy przyjaciel jej partner i tak nagle zniknął nie należało do najprzyjemniejszych rzeczy.Nagle jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki przypomniała sobie wszystkie niesamowite i przerażające sprawy z komórki X i opowieści Muldera których słuchała bez mrugnięcia okiem."Tak ale to było w przytulnym zagraconym pokoju Foxa" pomyślała ale zaraz odsunęła wszystkie te myśli."Weź się w garść Scully".Odetchnęła głęboko ścisnęła latarkę i ruszyła raźnym aczkolwiek niespiesznym krokiem.
Doszła do miejsca gdzie jeszcze przed chwilą stał Mulder (oczywiście nie miała o tym pojęcia).Nie zauważyła nikłej ścieżki i poszła dalej.Nagle usłyszała jakiś szelest.Zatrzymała się i zaczęła nasłuchiwać.To coś jest za nią...Stała bez ruchu zastanawiając się co zrobić.Mogła by zaryzykować ucieczkę.Zrezygnowała z tego pomysłu.Bardzo powoli zaczęła się obracać.Spojrzała i... i nic nikogo a już na pewno niczego tam nie było."A czego się spodziewałaś zielonego ludzika?!".Zła na siebie postanowiła iść dalej.Odwróciła się i krzyknęła z przerażenia.
-MULDER zabiję cię!!!-Stał tuż przed nią z łobuzerskim uśmiechem i iskierkami rozbawienia w oczach.
-Teraz jesteśmy kwita.-Odpowiedział.
-Niby za co?!-Zapytała gniewnie.
-A kto ostatnio zamknął mnie w mojej łazience?-Zapytał z udawanym wyrzutem.
-Nie mogłam już słuchać tych twoich bezsensownych historii.
-A ja tam musiałem siedzieć przez cały dzień czekając na ślusarza.Mogłaś chociaż klucz zostawić.
-Dobra skończmy już.Znalazłeś coś.Gdzie tak nagle zniknąłeś?-zapytała już normalnym głosem.
-Mam i to bardzo dziwnego.Chodź za mną.
Scully tylko przewróciła oczami i z rezygnacją pokręciła głową.


Jak wam się podoba??Piszcie w komentarzach mówcie co poprawić a ja tym czasem zabieram się do drugiej części. :3 ~_Fox_
Witam wszystkich czytelników.Jeszcze dziś postaram się dodać moje opowiadanie (to nie jest kontynuacja poprzedniego).A jak na razie dodaję wam moje szkice.Co o nich powiecie??~ _Fox_